niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział I: "Wyjaśnienia"


Ten rozdział dedykuję dla Lunaa *.*U, wszystkim, którzy dodali komentarze, a także wszystkim, którym podobała się notka. No i oczywiście wszystkich, którzy tu wchodzą. 
_________________

Umysł Miony już studiował w głowie cały kalendarz i wszystkie zawarte w nim święta. Przecież dzisiaj nie mam Primy Aprilis. A poza tym jej rodziców nie było stać na tak głupi żart. To nie w ich stylu.
-To jakiś żart?- zapytała niepewnie.
-Nie kochanie.-powiedziała płaczliwym głosem Anastasia. -Kiedyś jechaliśmy, jechaliśmy samochodem. -Mama Miony wybuchnęła niepohamowanym płaczem, gdyż przypomniały jej się najstraszniejsze wydarzenia życia.
Kontynuował jej mąż:
-Dziś mija 17. rocznica naszego wypadku samochodowego. Jechaliśmy, to znaczy Anastasia, Samara i ja. Padał straszliwy deszcz. Taksówkarz wpadł w poślizg. Był wypadek. Wszyscy straciliśmy przytomność. Jakiś przechodzień zadzwoniła pogotowie po karetkę. My wiele dni leżeliśmy z poważnymi obrażeniami ciała. Potem, dopiero, gdy nas wypisywali ze szpitala, powiedzieli nam, iż Samara nie żyje. Zginęła na miejscu.- w oczach Bryana Miona zobaczyła łzy. Miał szkliste oczy. -Tak, Samara to była nasza biologiczna córka. Długo nie mogliśmy sie pozbierać po jej stracie. Mama całe dnie przesiadywała w pokoju dziecinnym i nie można jej było stamtąd wyciągnąć.
Miona rozumiała wielką udrękę rodziców jaką przeżyli w tamtym czasie, jednak czuła lekką zazdrość o tę dziewczynę. Tak długo myślała, iż to jej osieroconą przez rodziców, którzy zmarli na nowotwór złośliwy, kuzynka tam leży. Nigdy za wiele o nią nie pytała. Była jej obojętna.
-Postanowiliśmy się przeprowadzić.- kontynuował swą opowieść Bryan. –W chwili przeprowadzki, kiedy w mieszkaniu został już tylko ten oto stół, wyszliśmy się pożegnać z sąsiadami z kamienicy. Możesz sobie  wyobrazić, jak wielkie było nasze zdumienie, gdy na stole znaleźliśmy wiklinowy koszyk przykryty różowo-fioletowym kocykiem. Z początku myśleliśmy, że ktoś podrzucił nam jakiegoś kociaka albo szczeniaka. Jednak nie. Było dziecko.-na chwilę zawiesił głos.-Tam byłaś ty.-wykrztusił .
-Nie, nie! To na pewno jakiś żart! Macie źle ustawiony kalendarzy, czy co? Weźcie przestańcie! –krzyczała Miona. Z krzesła ściągnęła skórzaną torebkę na złotym łańcuszku, w hollu założyła jasnobrązową skórę ekologiczną i z trzaśnięciem drzwi wyszła z domu. Musiała zapalić. Nie obchodziło ją to, czy jej rodzice to zauważą, czy nie. W momencie, po takim szoku miała to wszystko głęboko gdzieś. Głębiej nawet niż tego głupie zarozumiałego, szczycącego się czystą krwią Ślizgona, Draco Malfoy’a. Zaraz, zaraz. A gdyby to wszystko okazało się prawdą? Gdyby ona była czysto krwistą czarownicą? Nikt nie mógłby już nigdy się do niej odezwać w obrażający sposób osoby, które pochodzą z niemagicznych rodzin, nazwać ją szlamą. Ani ten głupi Malfoy, ani ta wredna dziewucha Parkinson. Miło by było to im teraz podokuczać. Ślizgonce od mopsa, głupiej krowy, a Draconowi przypomnieć od czasu do czasu, że jego rodzice są Śmierciojadami. Ha, ha! Jak to śmiesznie brzmi. Śmierciojady zamiast Śmierciożercy. Ha, ha! Hermiona uśmiechnęła się sama do siebie, a tłum przechodniów patrzy się na nią jak na osobę, która właśnie wyszła z zakładu psychiatrycznego. Postanowiła napisać do Nietoperza (Snape’a). przecież rodzice go ni znają. Nawet im nigdy o nim nie opowiadała, więc to nie może być żart. Stop! Najpierw wypad do galerii, potem dokończy rozmowę z rodzicami, dopiero pod koniec dnia weźmie się za pisanie listu.
***
-Ciekawe, czy już dostała ten list.-mówiła do męża Afrodyta.-Do końca września zostały jeszcze tylko 4 dni, a się wciąż nie odzywa. Nie, nie, na pewno nie. W jej żyłach płynie krew potężnego Slazara Slytherina. Przyszłaby tu chociażby po to, aby wyładować na nas swą złość i powiedzieć, co o tym wszystkim myśli. Nie, ona tego tak nie zostawi.-zadręczała się własnymi pytaniami i brakiem jednoznacznej odpowiedzi.
-Afrodytko, kochanie moje, nie przejmuj się. Zjawi się tutaj. I to już niedługo. Czuję to. Trzeba było ją od razu naznaczyć różą Riddlów. Gdybyś się tak bardzo nie bała, i będzie to potem na jej piersiach źle wyglądało, że umieścimy ją w złym miejscu, to już dawno wiedzielibyśmy, ze to ona.-Tom całą winę winę zrzucał na żonę. –Jeśli się nie zjawi do końca wakacji, zatrudnisz się jako nauczycielka w Hogwarcie. Musimy ją odnaleźć.-wymyślił rozwiązanie.
-Pff! Ciekawego, czego miałabym nauczać? I myślisz, że zniosę, tak po prostu, nauczanie szlam?! O ja tam nie pójdę . Masz przecież w szkole Sevka. On to załatwi. Znajdzie ją. Tylko prawdziwym osobom z naszego rodu można zrobić ten Alla tatuaż.
Tom wstał od obiadu, od swojego ulubionego  drobiowego z zieleniną, surówki z jabłka i marchewki oraz ziemniaków puree. Poszedł zrobić swojej ukochanej uspokajający, odstresowujący i masaż.
-Moja droga, nie zamartwiał się tym już teraz. Jeśli nie zjawi się do września, to zaczniemy jej szukać w Hogwarcie.

__________
I na zakończenie proszę o komentarze ;)

6 komentarzy:

  1. Jezu *.* {pierwsza jestem} super mega słów mi brak!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejkuś!!! kocham!!! Kiedy kolejna notka?! Już nie mogę się doczekać!! <3 Jestem ciekawa co będzie dalej!!! Kocham!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialne. *.* Zapraszam do siebie: http://miloscktoraprzetrwa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Anastasia-słodkie imię, super :D
    Natalia. M.

    OdpowiedzUsuń
  5. Soo sweet.... Pisz dalej trzymam lciuki....

    OdpowiedzUsuń