Rozdział na trzy stronki w Wordzie. Nie za długi, ale krótsze też widziałam osobiście jestem z siebie zadowolona. A następnym razem, gdy przeczytacie rozdział i nie zostawicie po sobie chociaż kropki w komentarzu to dam Wam na bloga szlaban jak Snape, który występuje w tej notce ;)
A i rozdział pisany bez bety, więc z błędami, jak dostanę poprawiony to wstawię :)
No i dedykacja oczywiście :D Dedyk dla mojej kochanej bety :*
A i rozdział pisany bez bety, więc z błędami, jak dostanę poprawiony to wstawię :)
No i dedykacja oczywiście :D Dedyk dla mojej kochanej bety :*
________________________________
Miona długo nie mogła zasnąć, a kiedy już nadeszło ukojenie,
nie było ono błogie. Dręczyły ją koszmary, w których jej rodzice okazywali się
Śmierciożercami. Chcieli, aby wydała im Harry’ego i wstąpiła do ich szeregów.
Nie chcieli słyszeć odmowy, a za lojalność wobec przyjaciele, torturowali ją
Cruciatusem. Kiedy była już w strasznym stanie, wlali jej do wody, którą raz
dziennie dostawała, Veritaserum. Wydała go, zawiodła. Akurat był w Norze, spędzał
czas z Ginny. Czarownica została zabita przez ojca Zabiniego!
Była dopiero siódma rano, ale nastolatka nie zamierzała zasnąć, nie po tych snach. Zaparzyła sobie mocną kawę i włączyła telewizor. Przez pewien czas słuchała piosenek na Vivie, apotem oglądała serial „Beauty and Geek” (tłumacz.: „Piękna i Kujon”) na tym samym programie. Po zakończonym seansie poszła do toalety umalować się, ale gdy skończyła stwierdziła, ze nie wie, w co się ubrać. Podeszła wiec do swojej szafy i stanęła. Postawiła na modę z nutka klasyczności. Wzięła z szafy elegancką białą bluzkę z czarnym kołnierzykiem i czarne szorty., w które wpuściła koszulkę. Do tego założyła czarne sandały na wysokiej koturnie oraz czarną dużą torebkę. Na głowę włożyła przeciwsłoneczne okulary i wyszła.
***
Czego ta cholerna Granger od niego chce? Przecież obaj za sobą nie przepadają. Profesor uważał ją za przemądrzałą i zadzierającą nosa uczennicę. Chodząc po pokoju w tę i z powrotem zastanawiał się, czego chce od niego ta nieznośna dziewucha. I nagle przyszła myśl.
„Czy to możliwe?”-pomyślał. „Nie, nie, to na pewno nie ona.”
„A po co by do ciebie pisała jak nie w tej sprawie?”zapytał go głos w głowie.
„No, ale to Granger . Na pewno chce się dowiedzieć, jak może pomóc Zakonowi w walce. Hahaha!” Uśmiech niedługo gościł na jego twarzy. „A może jednak nie?”Severus postanowił dużej się nie zamęczać. Teleportował się.
***
Śliczna piła kawę i patrzyła za okno, gdzie przechodziły setki ludzi. Co chwila dręczyły ja obawy, wątpliwości. Spojrzała na zegarek. Za dziesięć jedenasta. Niedługo przybędzie Nietoperz. A jeżeli nie przyjdzie sam? Jeśli przyjdzie z Malfoy’em? Ten jego pupilek był zdolny do wszystkiego. Cała szkoła dowiedziałaby się, co myślała. A jeśli się pomyliła? Może jakiś jugol nazywa się tak samo? Mógł to być czysty przypadek. A co jeśli przybędzie z innymi zwolennikami Voldemorta? Ogarnęła ją panika, ale przecież to jest miejsce publiczne. Nie przyjdą tu tak bezpośrednio i nie zaatakują. „Dumbledore w niego wierzył” usłyszała własne myśli. „Czarny Pan mu ufa” Chyba gdzieś to już słyszała… W tym momencie przerwała rozmyślania, gdyż przez szklana szybę w drzwiach ujrzała Mistrza Eliksirów.
***
SEVERUS
Wszedłem do tego obskurnego baru równo z umówioną godziną. Zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu ale nigdzie nie mogłem dostrzec tej potwornej Granger. Czyżby się spóźniała? Nie możliwe. Nie ona. Nie ta co stała pod klasą gdy zostało jeszcze 10 minut do rozpoczęcia lekcji. Zobaczyłam jak ktoś macha do mnie ręką. Przyjrzałem się bardziej tej kobiecie i… O słodki Merlinie! ONA wyglądała zupełnie jak Afri, kiedy była młodsza! Nie miałem już żadnych wątpliwości, ze to ona, ale jakim cudem?
***
Po chwili ciężkiego szoku, przybierając maskę obojętności, poszedł wolnym krokiem w stronę stolika, przy którym siedziała. Dziewczyna odezwała się dźwięcznym głosem:
-Witam profesorze.-Ależ to Panna Granger! Tylko ona potrafi mówić zarówno z szacunkiem jak i dozą zarozumiałości, jakby próbowała powiedzieć: „I tak wiem o tobie wszystko.” Nawet Snape’owi było trudno w tej chwili utrzymać twarz bez wyrazu, co Miona od razu zauważyła.
-Dzień dobry… Panno Granger?-spytał najbardziej obojętnym tonem na jaki było go teraz stać.
-tak, to ja.-uśmięchneła się identycznie wykrzywiając wargi jak jej ojciec. –Myślę, ze wie pan, po co chciałam się spotkać.-kontynuowała niczym nie zrażona.-Jeśli chce pan dowodów, to proszę. Tu jest list.-podała mu otworzoną kopertę. Dla upewnienia, jak i dla świętego spokoju przeczytał go uważnie, po czym spojrzał na nią ciepło, co tak ją zaskoczyło, że otworzyła usta w wielkie, okrągłe „O”, co go bardzo rozśmieszyło. Opanował się jednak szybciej niż przyszła ochota roześmiania się.
-Rozumiem. I co chcesz zrobić? Chcesz zmienić nazwisko? Chcesz się przenieść? Chcesz się w końcu z nimi spotkać?-zapytał z nadzieja, ze na wszystkie pytania odpowiedź brzmi „tak”.
Ona po chwili wahania odpowiedział:
-Ja… ja myślę, że chcę zmienić nazwisko, co wiąże się z ponownym przydziałem . A co do spotkania z nimi, to chce to mieć jak najszybciej za sobą, ale nie chcę wyjść na totalnego głęba, który nic nie wie o swojej rodzinie. Opowiesz mi trochę o rodzicach? O ich domu? Jakich miałam przodków? Czy w Hogwarcie mam rodzinę?
-Postaram się odpowiedzieć prosto, zwięźle i na temat, abyś o niczym, nie zapomniała, ale może najpierw się czegoś najesz? Osobiście polecam tu tylko sok wiśniowy. Ja w tym czasie muszę wysłać ważny list.-powiedział i bezceremonialnie opuścił stolik.
***
Czarny Pan chodził w tę i z powrotem po swoim gabinecie. Nie mógł uwierzyć w to czego się niedawno dowiedział. Otóż okazało się, że jego zaginioną córką jest nie kto inny, a Hermiona Granger, przyjaciółka Potter'a oraz największa szlama -jednak nie szlama- w Hogwarcie. Był ciekawy jak zareagowała na wieść, że Ten Którego Imienia Nie Można Wymawiać, ten który podobno czyha na życie jej przyjaciela, ten z którym walczyła już przez prawie 6 lat jest jej rodzicem. Sev mówił, że udawała spokojną ale widać było że jest przejęta. Z jednej strony nie podobało mu się, że jego córka zaprzyjaźniła się ze Złotym Chłopcem, ale zwalił to wszystko na jej mugolski, fałszywy charakter. Z drugiej strony był z niej dumny. Każdy wiedział, że jest najmądrzejszą czarownicą dzisiejszych czasów. Miała też dużo sprytu skoro Potter wymykał mu się przez te kilka lat. Wiedział, że to jej zasługa, bo prawdopodobnie bez jej pomocy ten kołek już dawno by trafił w jego ręce. Bez niej ten kołek już dawno trafiłby jego ręce. Teraz zastanawiał się co zrobić z chłopcem który przeżył. Przecież nie może zabić przyjaciele Hermiony, jeszcze bardziej by go znienawidziła. A i nie musiał przecież go zabijać. To ta głupia Tralewney wymyśliła te beznadziejną przepowiednię, w której jeden zabij drugiego, aby dostać posadę nauczyciela. Chamstwo w państwie! Ale już niedługo wszystko wyjdzie na ja, więc po co się zamęcza domysłami?
***
-NO wiec tak. –zaczął profesor od razu po wejściu.-O twoim ojcu nie muszę Ci wiele opowiadać. Znasz o już od dawna, ale bardzo źle, bo ze strony Potterów. Wbrew pozorom to bardzo fajny gość, tyle że przez swojego głupiego ojca trafił do sierocińca. Co do twojej matki nie mogę powiedzieć żadnego złego słowa i nie dlatego, ze jest ona moja siostrą.-Hermiona zakrztusiła się sokiem. Snape podejrzewał, ze zareaguje jakoś w ten sposób.
-Co?!-powiedziała cały czas kaszląc.
-Twoja matka jest moją siostra.- powiedział beznamiętnie mężczyzna.-Jesteś do niej bardzo podobna. Dobrze p[amie tam ten błysk w jej zielonych oczach, gdy się z czegoś cieszy. Nazywa się Afrodyta Riddle-powiedział powoli.
-Riddle?...-powtórzyła zaniepokojona.
-Tak. Jesteś na tyle mądra, żeby się domyślić…
Była dopiero siódma rano, ale nastolatka nie zamierzała zasnąć, nie po tych snach. Zaparzyła sobie mocną kawę i włączyła telewizor. Przez pewien czas słuchała piosenek na Vivie, apotem oglądała serial „Beauty and Geek” (tłumacz.: „Piękna i Kujon”) na tym samym programie. Po zakończonym seansie poszła do toalety umalować się, ale gdy skończyła stwierdziła, ze nie wie, w co się ubrać. Podeszła wiec do swojej szafy i stanęła. Postawiła na modę z nutka klasyczności. Wzięła z szafy elegancką białą bluzkę z czarnym kołnierzykiem i czarne szorty., w które wpuściła koszulkę. Do tego założyła czarne sandały na wysokiej koturnie oraz czarną dużą torebkę. Na głowę włożyła przeciwsłoneczne okulary i wyszła.
***
Czego ta cholerna Granger od niego chce? Przecież obaj za sobą nie przepadają. Profesor uważał ją za przemądrzałą i zadzierającą nosa uczennicę. Chodząc po pokoju w tę i z powrotem zastanawiał się, czego chce od niego ta nieznośna dziewucha. I nagle przyszła myśl.
„Czy to możliwe?”-pomyślał. „Nie, nie, to na pewno nie ona.”
„A po co by do ciebie pisała jak nie w tej sprawie?”zapytał go głos w głowie.
„No, ale to Granger . Na pewno chce się dowiedzieć, jak może pomóc Zakonowi w walce. Hahaha!” Uśmiech niedługo gościł na jego twarzy. „A może jednak nie?”Severus postanowił dużej się nie zamęczać. Teleportował się.
***
Śliczna piła kawę i patrzyła za okno, gdzie przechodziły setki ludzi. Co chwila dręczyły ja obawy, wątpliwości. Spojrzała na zegarek. Za dziesięć jedenasta. Niedługo przybędzie Nietoperz. A jeżeli nie przyjdzie sam? Jeśli przyjdzie z Malfoy’em? Ten jego pupilek był zdolny do wszystkiego. Cała szkoła dowiedziałaby się, co myślała. A jeśli się pomyliła? Może jakiś jugol nazywa się tak samo? Mógł to być czysty przypadek. A co jeśli przybędzie z innymi zwolennikami Voldemorta? Ogarnęła ją panika, ale przecież to jest miejsce publiczne. Nie przyjdą tu tak bezpośrednio i nie zaatakują. „Dumbledore w niego wierzył” usłyszała własne myśli. „Czarny Pan mu ufa” Chyba gdzieś to już słyszała… W tym momencie przerwała rozmyślania, gdyż przez szklana szybę w drzwiach ujrzała Mistrza Eliksirów.
***
SEVERUS
Wszedłem do tego obskurnego baru równo z umówioną godziną. Zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu ale nigdzie nie mogłem dostrzec tej potwornej Granger. Czyżby się spóźniała? Nie możliwe. Nie ona. Nie ta co stała pod klasą gdy zostało jeszcze 10 minut do rozpoczęcia lekcji. Zobaczyłam jak ktoś macha do mnie ręką. Przyjrzałem się bardziej tej kobiecie i… O słodki Merlinie! ONA wyglądała zupełnie jak Afri, kiedy była młodsza! Nie miałem już żadnych wątpliwości, ze to ona, ale jakim cudem?
***
Po chwili ciężkiego szoku, przybierając maskę obojętności, poszedł wolnym krokiem w stronę stolika, przy którym siedziała. Dziewczyna odezwała się dźwięcznym głosem:
-Witam profesorze.-Ależ to Panna Granger! Tylko ona potrafi mówić zarówno z szacunkiem jak i dozą zarozumiałości, jakby próbowała powiedzieć: „I tak wiem o tobie wszystko.” Nawet Snape’owi było trudno w tej chwili utrzymać twarz bez wyrazu, co Miona od razu zauważyła.
-Dzień dobry… Panno Granger?-spytał najbardziej obojętnym tonem na jaki było go teraz stać.
-tak, to ja.-uśmięchneła się identycznie wykrzywiając wargi jak jej ojciec. –Myślę, ze wie pan, po co chciałam się spotkać.-kontynuowała niczym nie zrażona.-Jeśli chce pan dowodów, to proszę. Tu jest list.-podała mu otworzoną kopertę. Dla upewnienia, jak i dla świętego spokoju przeczytał go uważnie, po czym spojrzał na nią ciepło, co tak ją zaskoczyło, że otworzyła usta w wielkie, okrągłe „O”, co go bardzo rozśmieszyło. Opanował się jednak szybciej niż przyszła ochota roześmiania się.
-Rozumiem. I co chcesz zrobić? Chcesz zmienić nazwisko? Chcesz się przenieść? Chcesz się w końcu z nimi spotkać?-zapytał z nadzieja, ze na wszystkie pytania odpowiedź brzmi „tak”.
Ona po chwili wahania odpowiedział:
-Ja… ja myślę, że chcę zmienić nazwisko, co wiąże się z ponownym przydziałem . A co do spotkania z nimi, to chce to mieć jak najszybciej za sobą, ale nie chcę wyjść na totalnego głęba, który nic nie wie o swojej rodzinie. Opowiesz mi trochę o rodzicach? O ich domu? Jakich miałam przodków? Czy w Hogwarcie mam rodzinę?
-Postaram się odpowiedzieć prosto, zwięźle i na temat, abyś o niczym, nie zapomniała, ale może najpierw się czegoś najesz? Osobiście polecam tu tylko sok wiśniowy. Ja w tym czasie muszę wysłać ważny list.-powiedział i bezceremonialnie opuścił stolik.
***
Czarny Pan chodził w tę i z powrotem po swoim gabinecie. Nie mógł uwierzyć w to czego się niedawno dowiedział. Otóż okazało się, że jego zaginioną córką jest nie kto inny, a Hermiona Granger, przyjaciółka Potter'a oraz największa szlama -jednak nie szlama- w Hogwarcie. Był ciekawy jak zareagowała na wieść, że Ten Którego Imienia Nie Można Wymawiać, ten który podobno czyha na życie jej przyjaciela, ten z którym walczyła już przez prawie 6 lat jest jej rodzicem. Sev mówił, że udawała spokojną ale widać było że jest przejęta. Z jednej strony nie podobało mu się, że jego córka zaprzyjaźniła się ze Złotym Chłopcem, ale zwalił to wszystko na jej mugolski, fałszywy charakter. Z drugiej strony był z niej dumny. Każdy wiedział, że jest najmądrzejszą czarownicą dzisiejszych czasów. Miała też dużo sprytu skoro Potter wymykał mu się przez te kilka lat. Wiedział, że to jej zasługa, bo prawdopodobnie bez jej pomocy ten kołek już dawno by trafił w jego ręce. Bez niej ten kołek już dawno trafiłby jego ręce. Teraz zastanawiał się co zrobić z chłopcem który przeżył. Przecież nie może zabić przyjaciele Hermiony, jeszcze bardziej by go znienawidziła. A i nie musiał przecież go zabijać. To ta głupia Tralewney wymyśliła te beznadziejną przepowiednię, w której jeden zabij drugiego, aby dostać posadę nauczyciela. Chamstwo w państwie! Ale już niedługo wszystko wyjdzie na ja, więc po co się zamęcza domysłami?
***
-NO wiec tak. –zaczął profesor od razu po wejściu.-O twoim ojcu nie muszę Ci wiele opowiadać. Znasz o już od dawna, ale bardzo źle, bo ze strony Potterów. Wbrew pozorom to bardzo fajny gość, tyle że przez swojego głupiego ojca trafił do sierocińca. Co do twojej matki nie mogę powiedzieć żadnego złego słowa i nie dlatego, ze jest ona moja siostrą.-Hermiona zakrztusiła się sokiem. Snape podejrzewał, ze zareaguje jakoś w ten sposób.
-Co?!-powiedziała cały czas kaszląc.
-Twoja matka jest moją siostra.- powiedział beznamiętnie mężczyzna.-Jesteś do niej bardzo podobna. Dobrze p[amie tam ten błysk w jej zielonych oczach, gdy się z czegoś cieszy. Nazywa się Afrodyta Riddle-powiedział powoli.
-Riddle?...-powtórzyła zaniepokojona.
-Tak. Jesteś na tyle mądra, żeby się domyślić…
-…że moim ojcem jest Voldemort.-dokończyła za niego, choć
miała nadzieję, ze to nieprawda.
-Owszem, ale, jak już mówiłem, znasz go od dupy strony. Od strony Pottera. I Dumbledore’a. Zresztą Czarny Pan sam ci opowie o nich bajeczkę na dobranoc.-powiedział z kpiną.-O domu? Riddle Manor top ogromny budynek. Jest trochę podobny do Kwatery Głównej Zakonu Feniksa. Też w nim wiele obrazów, tyle że ładniejszych. Można się tam zgubić, więc radzę ci się trzymać blisko mnie albo jakiegoś skrzata. Zresztą więcej przekonasz się sama, gdy już będziemy na miejscu.-zakończył.-Przodków chyba już znasz skoro Dumbledore śledził cały czas twojego ojca. W Hogwarcie masz tylko jednego krewnego.
-Jesteś nim ty.-Dopowiedziała. Snape był pod wrażeniem pracy umysłu siostrzenicy, ale cóż się dziwić? Jej rodzice nie są żadnymi idiotami.
-Czy teraz możemy się już teleportować do rezydencji Riddlów?-zapytał ja uprzejmie, co bardzo mocno znów zdumiało Hermionę.
Dziewczyna wahała się tylko przez ułamek sekundy.
-Tak.-odpowiedziała stanowczym, zdecydowanym głosem, jakby próbowała przekonać samą siebie.
Już po chwili znajdowali się przez knajpą. Nastolatka chwyciła ramię wuja i poczuła odrywanie od ziemi.
-Owszem, ale, jak już mówiłem, znasz go od dupy strony. Od strony Pottera. I Dumbledore’a. Zresztą Czarny Pan sam ci opowie o nich bajeczkę na dobranoc.-powiedział z kpiną.-O domu? Riddle Manor top ogromny budynek. Jest trochę podobny do Kwatery Głównej Zakonu Feniksa. Też w nim wiele obrazów, tyle że ładniejszych. Można się tam zgubić, więc radzę ci się trzymać blisko mnie albo jakiegoś skrzata. Zresztą więcej przekonasz się sama, gdy już będziemy na miejscu.-zakończył.-Przodków chyba już znasz skoro Dumbledore śledził cały czas twojego ojca. W Hogwarcie masz tylko jednego krewnego.
-Jesteś nim ty.-Dopowiedziała. Snape był pod wrażeniem pracy umysłu siostrzenicy, ale cóż się dziwić? Jej rodzice nie są żadnymi idiotami.
-Czy teraz możemy się już teleportować do rezydencji Riddlów?-zapytał ja uprzejmie, co bardzo mocno znów zdumiało Hermionę.
Dziewczyna wahała się tylko przez ułamek sekundy.
-Tak.-odpowiedziała stanowczym, zdecydowanym głosem, jakby próbowała przekonać samą siebie.
Już po chwili znajdowali się przez knajpą. Nastolatka chwyciła ramię wuja i poczuła odrywanie od ziemi.
Suuuuper. Ciekawa akcja.
OdpowiedzUsuńBuziaki :*
się rozkręca :D
OdpowiedzUsuńTo jeszcze nic w porównaniu z tym, co mam w zeszycie :P
Usuńoooooo dawaj nowa notke bo poki co jest swietnie i juz sie nie moge doczekac ;)
OdpowiedzUsuńWow, dzieję się! Nie mogę się doczekać, aż ujawnisz swoje kolejne pomysły!
OdpowiedzUsuńZapraszam też do mnie - potterowy konkurs z niesamowitymi nagrodami! ;)
ojojojoj ja chce juz nowy ju nie moge sie doczekac nie wiem co mnie napadlo ale mam taka chec przyczytak rwoje blogaska i chyba dla zabicia czasu zaczne od poczatku
OdpowiedzUsuńBTW kiedy nastepny wpis ???
xiekawosc mnie zrzera
Buziaki ;* pozdrowienia i zycze weny Mika ;)
Ps: sorki za bledy pisze z telefoniku <3
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
Usuńswietnie ;) zostaje cierpliwie czekac
Usuńrozkręcona akcja... super
OdpowiedzUsuńNatalia M.