Dedyk dla wszystkich :***
_______________
Odprowadziła ich do drzwi, a kiedy wyszli i zostala sama w mieszkaniu, jej myśli uciekły do listów od przyjaciół. Kurde! Jak wiele rzeczy uciekło jej z pamięci! Jak tak szybko mogła zapomnieć o kontaktach z bliskimi!? Dlaczego nie odpisywała Harry'emu? Nie chciało jej się, po prostu. Zerwała z nim kontakt z własnej niechęci. A Ron? Tutaj mogła się troszkę usprawiedliwić. Pod koniec semestru, po śmierci wspaniałego nauczyciela i dyrektora, a także wspaniałego, uczonego czarodzieja, zerwała z nim. Ron cały czas rozmawiał z nią o innych dziewczynach, a ona nie myślała o nim poważnie. Ginny! Moja biedna przyjaciółko! Tak bardzo chciała jej opowiedzieć o wydarzeniach z ostatnich dni i o tym życiu! Dlaczego pali, pije, chce wziąć narkotyki. Czy na prawdę jest taka puszczalska? Chciała zapomnieć o wszystkim. Ale dlaczego nie napisała do niej? "Ginny! Tak bardzo cię potrzebuję!"-pomyślała i zapłakała.
***
Miona ogarnęła już całe mieszkanie z kurzu i innych brudów związanych z przeprowadzką, kiedy za poduszką, która leżała na kanapie w salonie, znalazła dość dużą kopertę z podpisem "Na dobry początek". Zajrzała do niej i znalazła piękną, zielono-srebrną kartę. Nagle poczuła, że jest strasznie głodna. Miała wielką ochotę na paluszki, ale w kuchni nie znalazła nic do jedzenia. Teraz dopiero pomyślała, na co tak naprawdę zarabiają jej rodzice. Nie, to tylko opiekunowie. No nic, do sklepu trzeba iść. Ale do tego najbliższego. Tego za rogiem, mugolskiego.
Za bardzo wielkie zakupy zapłaciła ofiarowaną jej kartą. Myślała właśnie, y powinna zabrać ją ze sobą do Hogwartu, kiedy usłyszała kłótnię na klatce schodowej.
-Idź już do niego. Wiesz przecież, co robię. Nic mi nie jest.-wysapała blondwłosa w twarz odwróconego do Miony plecami chłopaka.
-On to robi dla twojego dobra, Vic.-doszedł do niej znany, jednakże nielubiany głos. Skąd go zna?
-A co to go obchodzi, do jasnej ciasnej?! Wynoś się!-nie wytrzymała dziewczyna. -Ale...
-Już!!!-krzyknęła wskazując mu palcem schody.
-Vic...
-WYNOCHA!!!
-Pro...
-Nie słyszysz, co ona powiedziała?-Wtrąciła się do rozmowy Herma.
Po co? Narobi sobie jeszcze jakiś nieprzyjemności. W tym momencie chłopak odwrócił się do niej, nie kto inny tylko Zabini. Jakież było zdumienie obojga! Żaden z nich nie chciał, i nie myślał nawet spotkać drugiego wcześniej niż na stacji.
-Hermiono...
-Co?-odburknęła.
-Zmieniłaś swój image.-mówiąc nie mógł opanować swojego zdumienia.
-Ty za to, Zabini, nie.-powiedziała oschle.-I bądź tak miły, i wyjdź z tej kamienicy skoro Vic nie ma ochoty się z tobą widzieć-dodała i odeszła w stronę swojego mieszkania.
***
Odeszła jek ochota na jedzenie. Odłożyła tylko wszystko na swoje miejsce i zmęczona usiadła w salonie z gazetą w jednej ręce i szklanką soku w drugiej. Nie zaznała spokoju długo, bo mieszkaniu rozległ się dzwonek.
-Kogo tam niesie?-zapytała sama siebie odkładając wszystko na stolik.
Szła przez korytarz, który został tak ślicznie wykończony barwami zieleni i srebra. Wróć! Jej, Hermionie Granger, Gryffonce z krwi i kości nienawidzącej Ślizgonów podoba się ten korytarz? Jak najszybciej musi się skontaktować z Mistrzem Eliksirów. Dziewczyna spojrzała przez wizjer. Ku jej ogromnemu zdziwieniu ujrzała tę Victorię. Kiedy tylko otworzyła drzwi, odezwała się dziewczyna.
-Cześć!-powiedziała do niej sąsiadka.-Miło, ze ktoś tu się w końcu wprowadził, szkoda tylko, że dopiero na koniec wakacji, ale to nic. Uczysz się w Hogwarcie? O Merlinie! Przepraszam nie przedstawiłam się.- Hermiona po raz pierwszy w życiu spotkała dziewczynę, która mówiła tak wiele, jak ona. "W końcu ktoś mnie przystopuje z gadaniem"pomyślała. -Nazywam się Victoria Megan Malfoy.-przedstawiła się uprzejmie.
-Malfoy?!-usłyszała własny zdumiony głos. Przecież nie chciała tego powiedzieć na głos. -No tak...-powiedziała niepewnie.-Coś nie tak z tym nazwiskiem?-zapytała zbita z tropu. -Nie, nic.-orzekła jakby wcześniej nie powiedziała nic dziwnego.-Wejdź do środka.-zaproponowała uprzejmie. -Chętnie wejdę.-odpowiedziała uśmiechnięta dziewczyna. Miona miała wrażenie, że uśmiech nie schodzi jej z ust.-A tutaj przyniosłam placek.-i podała gospodyni blaszkę z ciastem.-Kruszon.-wyjaśniła.-Sama piekłam.-pochwaliła się. Weszły korytarzem do pokoju dziennego. -O! Twoje mieszkanie tata urządził zupełnie jak moje. - Twój tata? Czym on się zajmuje? Wykańczaniem wnętrz? Czy może jest architektem?-pytała zainteresowana. -Mój tata nie jest żadnym MUGOLEM.-zaznaczyła dobitnie Vic. -Oh! Przepraszam...-powiedziała zakłopotana Gryffonka. -I masz za co. Mój tata jest wielkim arystokratą. Ma dobre układy z Ministrem Magii, a kiedy ja skończę szkołę, odziedziczę jego dwór.-zawahała się.-A ty jesteś czarownicą, prawda? -Oczywiście!-zapewniła ją Miona.-Należę do domu Godryka Gryffindora.-wypięła dumnie pierś do przodu. -Uh! To straszne!-powiedziała sama do siebie Vic.
-Ale dlaczego?-nie rozumiała Hermiona. -Jak już mówiłam, mój tatko jest wielkim arystokratą. Cała moja rodzina od wieków należała do Slytherinu. A mój brat to już w ogóle! Ledwie usiadł na stołku Tiara przydzieliła go do Slytherinu. Ja dopiero ten rok zacznę w Hogwarcie. Bardzo się stresuję, podobno Snape jest ostry dla wszystkich, tylko nie swych podopiecznych. Prywatnie jest inny. Znam go i lubię. A ty? W ogóle to jak się nazywasz?-paplała Vic. -Nazywam się Hermiona Granger.-przedstawiała się. Miona zaparzyła Vic herbatę, a sama wypiła kawę Jacobs. Dziewczyny miło spędziły popołudnie pijąc napoje, jedząc ciasto Vic i rozmawiając. Nagle Hermiona przypomniała sobie o liście do Nietoperza. -Przepraszam cię, ale posiedzisz tu chwilkę sama, OK? Ja muszę napisać ważny list. -Pisz spokojnie. Ja już powinnam się zbierać.-dziewczyny ucałowały się w policzki i pożegnały.
***
Drogi profesorze Snape
Nie, nie tak. jaki on też dla niej drogi? Profesorze Snape, Mam do pana ważne pytanie. Spotkajmy się juto w "Dziurawym Kotle" o 11.00. Sprawa pilna. H. Granger
Przeczytała to jeszcze raz, aby upewnić się, że nie popełniła żadnych błędów i niezwłocznie przywiązała list do nóżki swojej sowy śnieżnej, Liss. Wyszeptała jej do kogo ma zanieść list, po czym ją wypuściła. Chwilę patrzyła za swoim zwierzakiem jak znika w oddali, robi się coraz mniejszy, mniejszy i mniejszy, aż znika jej z oczu.
***
Snape układał właśnie na półkach wszystkie nowe eliksiry, kiedy usłyszał stukanie do okna, ale nie zamierzał oderwać sie od swojego zajęcia.
_______________
Odprowadziła ich do drzwi, a kiedy wyszli i zostala sama w mieszkaniu, jej myśli uciekły do listów od przyjaciół. Kurde! Jak wiele rzeczy uciekło jej z pamięci! Jak tak szybko mogła zapomnieć o kontaktach z bliskimi!? Dlaczego nie odpisywała Harry'emu? Nie chciało jej się, po prostu. Zerwała z nim kontakt z własnej niechęci. A Ron? Tutaj mogła się troszkę usprawiedliwić. Pod koniec semestru, po śmierci wspaniałego nauczyciela i dyrektora, a także wspaniałego, uczonego czarodzieja, zerwała z nim. Ron cały czas rozmawiał z nią o innych dziewczynach, a ona nie myślała o nim poważnie. Ginny! Moja biedna przyjaciółko! Tak bardzo chciała jej opowiedzieć o wydarzeniach z ostatnich dni i o tym życiu! Dlaczego pali, pije, chce wziąć narkotyki. Czy na prawdę jest taka puszczalska? Chciała zapomnieć o wszystkim. Ale dlaczego nie napisała do niej? "Ginny! Tak bardzo cię potrzebuję!"-pomyślała i zapłakała.
***
Miona ogarnęła już całe mieszkanie z kurzu i innych brudów związanych z przeprowadzką, kiedy za poduszką, która leżała na kanapie w salonie, znalazła dość dużą kopertę z podpisem "Na dobry początek". Zajrzała do niej i znalazła piękną, zielono-srebrną kartę. Nagle poczuła, że jest strasznie głodna. Miała wielką ochotę na paluszki, ale w kuchni nie znalazła nic do jedzenia. Teraz dopiero pomyślała, na co tak naprawdę zarabiają jej rodzice. Nie, to tylko opiekunowie. No nic, do sklepu trzeba iść. Ale do tego najbliższego. Tego za rogiem, mugolskiego.
Za bardzo wielkie zakupy zapłaciła ofiarowaną jej kartą. Myślała właśnie, y powinna zabrać ją ze sobą do Hogwartu, kiedy usłyszała kłótnię na klatce schodowej.
-Idź już do niego. Wiesz przecież, co robię. Nic mi nie jest.-wysapała blondwłosa w twarz odwróconego do Miony plecami chłopaka.
-On to robi dla twojego dobra, Vic.-doszedł do niej znany, jednakże nielubiany głos. Skąd go zna?
-A co to go obchodzi, do jasnej ciasnej?! Wynoś się!-nie wytrzymała dziewczyna. -Ale...
-Już!!!-krzyknęła wskazując mu palcem schody.
-Vic...
-WYNOCHA!!!
-Pro...
-Nie słyszysz, co ona powiedziała?-Wtrąciła się do rozmowy Herma.
Po co? Narobi sobie jeszcze jakiś nieprzyjemności. W tym momencie chłopak odwrócił się do niej, nie kto inny tylko Zabini. Jakież było zdumienie obojga! Żaden z nich nie chciał, i nie myślał nawet spotkać drugiego wcześniej niż na stacji.
-Hermiono...
-Co?-odburknęła.
-Zmieniłaś swój image.-mówiąc nie mógł opanować swojego zdumienia.
-Ty za to, Zabini, nie.-powiedziała oschle.-I bądź tak miły, i wyjdź z tej kamienicy skoro Vic nie ma ochoty się z tobą widzieć-dodała i odeszła w stronę swojego mieszkania.
***
Odeszła jek ochota na jedzenie. Odłożyła tylko wszystko na swoje miejsce i zmęczona usiadła w salonie z gazetą w jednej ręce i szklanką soku w drugiej. Nie zaznała spokoju długo, bo mieszkaniu rozległ się dzwonek.
-Kogo tam niesie?-zapytała sama siebie odkładając wszystko na stolik.
Szła przez korytarz, który został tak ślicznie wykończony barwami zieleni i srebra. Wróć! Jej, Hermionie Granger, Gryffonce z krwi i kości nienawidzącej Ślizgonów podoba się ten korytarz? Jak najszybciej musi się skontaktować z Mistrzem Eliksirów. Dziewczyna spojrzała przez wizjer. Ku jej ogromnemu zdziwieniu ujrzała tę Victorię. Kiedy tylko otworzyła drzwi, odezwała się dziewczyna.
-Cześć!-powiedziała do niej sąsiadka.-Miło, ze ktoś tu się w końcu wprowadził, szkoda tylko, że dopiero na koniec wakacji, ale to nic. Uczysz się w Hogwarcie? O Merlinie! Przepraszam nie przedstawiłam się.- Hermiona po raz pierwszy w życiu spotkała dziewczynę, która mówiła tak wiele, jak ona. "W końcu ktoś mnie przystopuje z gadaniem"pomyślała. -Nazywam się Victoria Megan Malfoy.-przedstawiła się uprzejmie.
-Malfoy?!-usłyszała własny zdumiony głos. Przecież nie chciała tego powiedzieć na głos. -No tak...-powiedziała niepewnie.-Coś nie tak z tym nazwiskiem?-zapytała zbita z tropu. -Nie, nic.-orzekła jakby wcześniej nie powiedziała nic dziwnego.-Wejdź do środka.-zaproponowała uprzejmie. -Chętnie wejdę.-odpowiedziała uśmiechnięta dziewczyna. Miona miała wrażenie, że uśmiech nie schodzi jej z ust.-A tutaj przyniosłam placek.-i podała gospodyni blaszkę z ciastem.-Kruszon.-wyjaśniła.-Sama piekłam.-pochwaliła się. Weszły korytarzem do pokoju dziennego. -O! Twoje mieszkanie tata urządził zupełnie jak moje. - Twój tata? Czym on się zajmuje? Wykańczaniem wnętrz? Czy może jest architektem?-pytała zainteresowana. -Mój tata nie jest żadnym MUGOLEM.-zaznaczyła dobitnie Vic. -Oh! Przepraszam...-powiedziała zakłopotana Gryffonka. -I masz za co. Mój tata jest wielkim arystokratą. Ma dobre układy z Ministrem Magii, a kiedy ja skończę szkołę, odziedziczę jego dwór.-zawahała się.-A ty jesteś czarownicą, prawda? -Oczywiście!-zapewniła ją Miona.-Należę do domu Godryka Gryffindora.-wypięła dumnie pierś do przodu. -Uh! To straszne!-powiedziała sama do siebie Vic.
-Ale dlaczego?-nie rozumiała Hermiona. -Jak już mówiłam, mój tatko jest wielkim arystokratą. Cała moja rodzina od wieków należała do Slytherinu. A mój brat to już w ogóle! Ledwie usiadł na stołku Tiara przydzieliła go do Slytherinu. Ja dopiero ten rok zacznę w Hogwarcie. Bardzo się stresuję, podobno Snape jest ostry dla wszystkich, tylko nie swych podopiecznych. Prywatnie jest inny. Znam go i lubię. A ty? W ogóle to jak się nazywasz?-paplała Vic. -Nazywam się Hermiona Granger.-przedstawiała się. Miona zaparzyła Vic herbatę, a sama wypiła kawę Jacobs. Dziewczyny miło spędziły popołudnie pijąc napoje, jedząc ciasto Vic i rozmawiając. Nagle Hermiona przypomniała sobie o liście do Nietoperza. -Przepraszam cię, ale posiedzisz tu chwilkę sama, OK? Ja muszę napisać ważny list. -Pisz spokojnie. Ja już powinnam się zbierać.-dziewczyny ucałowały się w policzki i pożegnały.
***
Drogi profesorze Snape
Nie, nie tak. jaki on też dla niej drogi? Profesorze Snape, Mam do pana ważne pytanie. Spotkajmy się juto w "Dziurawym Kotle" o 11.00. Sprawa pilna. H. Granger
Przeczytała to jeszcze raz, aby upewnić się, że nie popełniła żadnych błędów i niezwłocznie przywiązała list do nóżki swojej sowy śnieżnej, Liss. Wyszeptała jej do kogo ma zanieść list, po czym ją wypuściła. Chwilę patrzyła za swoim zwierzakiem jak znika w oddali, robi się coraz mniejszy, mniejszy i mniejszy, aż znika jej z oczu.
***
Snape układał właśnie na półkach wszystkie nowe eliksiry, kiedy usłyszał stukanie do okna, ale nie zamierzał oderwać sie od swojego zajęcia.
-Nazywam się Victoria Megan Malfoy.-przedstawiła się uprzejmie.
-Malfoy?!-usłyszała własny zdumiony głos. Przecież nie chciała tego powiedzieć na głos. -No tak...-powiedziała niepewnie.-Coś nie tak z tym nazwiskiem?-zapytała zbita z tropu. -Nie, nic.-orzekła jakby wcześniej nie powiedziała nic dziwnego.-Wejdź do środka.-zaproponowała uprzejmie.
-Chętnie wejdę.-odpowiedziała uśmiechnięta dziewczyna. Miona miała wrażenie, że uśmiech nie schodzi jej z ust.-A tutaj przyniosłam placek.-i podała gospodyni blaszkę z ciastem.-Kruszon.-wyjaśniła.-Sama piekłam.-pochwaliła się. Weszły korytarzem do pokoju dziennego. -O! Twoje mieszkanie tata urządził zupełnie jak moje. - Twój tata? Czym on się zajmuje? Wykańczaniem wnętrz? Czy może jest architektem?-pytała zainteresowana. -Mój tata nie jest żadnym MUGOLEM.-zaznaczyła dobitnie Vic. -Oh! Przepraszam...-powiedziała zakłopotana Gryffonka. -I masz za co. Mój tata jest wielkim arystokratą. Ma dobre układy z Ministrem Magii, a kiedy ja skończę szkołę, odziedziczę jego dwór.-zawahała się.-A ty jesteś czarownicą, prawda? -Oczywiście!-zapewniła ją Miona.-Należę do domu Godryka Gryffindora.-wypięła dumnie pierś do przodu. -Uh! To straszne!-powiedziała sama do siebie Vic.
-Ale dlaczego?-nie rozumiała Hermiona. -Jak już mówiłam, mój tatko jest wielkim arystokratą. Cała moja rodzina od wieków należała do Slytherinu. A mój brat to już w ogóle! Ledwie usiadł na stołku Tiara przydzieliła go do Slytherinu. Ja dopiero ten rok zacznę w Hogwarcie. Bardzo się stresuję, podobno Snape jest ostry dla wszystkich, tylko nie swych podopiecznych. Prywatnie jest inny. Znam go i lubię. A ty? W ogóle to jak się nazywasz?-paplała Vic. -Nazywam się Hermiona Granger.-przedstawiała się. Miona zaparzyła Vic herbatę, a sama wypiła kawę Jacobs. Dziewczyny miło spędziły popołudnie pijąc napoje, jedząc ciasto Vic i rozmawiając. Nagle Hermiona przypomniała sobie o liście do Nietoperza. -Przepraszam cię, ale posiedzisz tu chwilkę sama, OK? Ja muszę napisać ważny list. -Pisz spokojnie. Ja już powinnam się zbierać.-dziewczyny ucałowały się w policzki i pożegnały.
***
Drogi profesorze Snape
Nie, nie tak. jaki on też dla niej drogi? Profesorze Snape, Mam do pana ważne pytanie. Spotkajmy się juto w "Dziurawym Kotle" o 11.00. Sprawa pilna. H. Granger
Przeczytała to jeszcze raz, aby upewnić się, że nie popełniła żadnych błędów i niezwłocznie przywiązała list do nóżki swojej sowy śnieżnej, Liss. Wyszeptała jej do kogo ma zanieść list, po czym ją wypuściła. Chwilę patrzyła za swoim zwierzakiem jak znika w oddali, robi się coraz mniejszy, mniejszy i mniejszy, aż znika jej z oczu.
***
Snape układał właśnie na półkach wszystkie nowe eliksiry, kiedy usłyszał stukanie do okna, ale nie zamierzał oderwać sie od swojego zajęcia. Gdy skończył, odwiązał od jej nóżki sznurek, na którym przywiązano list. Nie pamiętał, kogo to pismo, ale znał je na pewno. Przeczytał szybko dziwną treść. Jakie było jego zdziwienie, kiedy dowiedział się, że list napisała Hermiona Granger. List od Niej? Do Niego?! Czyżby to ona była zaginionym dzieckiem Toma i Afrodyty? Nie, chyba nie. Zresztą, co mu tam. Spotka się z nią. Pewnie chce porozmawiać odnośnie lekcji.Zamoczył pióro w atramencie i na odwrocie napisał jeszcze krótszą, a mianowicie dwusłowną odpowiedź: "Zjawię się".
-Malfoy?!-usłyszała własny zdumiony głos. Przecież nie chciała tego powiedzieć na głos. -No tak...-powiedziała niepewnie.-Coś nie tak z tym nazwiskiem?-zapytała zbita z tropu. -Nie, nic.-orzekła jakby wcześniej nie powiedziała nic dziwnego.-Wejdź do środka.-zaproponowała uprzejmie.
-Chętnie wejdę.-odpowiedziała uśmiechnięta dziewczyna. Miona miała wrażenie, że uśmiech nie schodzi jej z ust.-A tutaj przyniosłam placek.-i podała gospodyni blaszkę z ciastem.-Kruszon.-wyjaśniła.-Sama piekłam.-pochwaliła się. Weszły korytarzem do pokoju dziennego. -O! Twoje mieszkanie tata urządził zupełnie jak moje. - Twój tata? Czym on się zajmuje? Wykańczaniem wnętrz? Czy może jest architektem?-pytała zainteresowana. -Mój tata nie jest żadnym MUGOLEM.-zaznaczyła dobitnie Vic. -Oh! Przepraszam...-powiedziała zakłopotana Gryffonka. -I masz za co. Mój tata jest wielkim arystokratą. Ma dobre układy z Ministrem Magii, a kiedy ja skończę szkołę, odziedziczę jego dwór.-zawahała się.-A ty jesteś czarownicą, prawda? -Oczywiście!-zapewniła ją Miona.-Należę do domu Godryka Gryffindora.-wypięła dumnie pierś do przodu. -Uh! To straszne!-powiedziała sama do siebie Vic.
-Ale dlaczego?-nie rozumiała Hermiona. -Jak już mówiłam, mój tatko jest wielkim arystokratą. Cała moja rodzina od wieków należała do Slytherinu. A mój brat to już w ogóle! Ledwie usiadł na stołku Tiara przydzieliła go do Slytherinu. Ja dopiero ten rok zacznę w Hogwarcie. Bardzo się stresuję, podobno Snape jest ostry dla wszystkich, tylko nie swych podopiecznych. Prywatnie jest inny. Znam go i lubię. A ty? W ogóle to jak się nazywasz?-paplała Vic. -Nazywam się Hermiona Granger.-przedstawiała się. Miona zaparzyła Vic herbatę, a sama wypiła kawę Jacobs. Dziewczyny miło spędziły popołudnie pijąc napoje, jedząc ciasto Vic i rozmawiając. Nagle Hermiona przypomniała sobie o liście do Nietoperza. -Przepraszam cię, ale posiedzisz tu chwilkę sama, OK? Ja muszę napisać ważny list. -Pisz spokojnie. Ja już powinnam się zbierać.-dziewczyny ucałowały się w policzki i pożegnały.
***
Drogi profesorze Snape
Nie, nie tak. jaki on też dla niej drogi? Profesorze Snape, Mam do pana ważne pytanie. Spotkajmy się juto w "Dziurawym Kotle" o 11.00. Sprawa pilna. H. Granger
Przeczytała to jeszcze raz, aby upewnić się, że nie popełniła żadnych błędów i niezwłocznie przywiązała list do nóżki swojej sowy śnieżnej, Liss. Wyszeptała jej do kogo ma zanieść list, po czym ją wypuściła. Chwilę patrzyła za swoim zwierzakiem jak znika w oddali, robi się coraz mniejszy, mniejszy i mniejszy, aż znika jej z oczu.
***
Snape układał właśnie na półkach wszystkie nowe eliksiry, kiedy usłyszał stukanie do okna, ale nie zamierzał oderwać sie od swojego zajęcia. Gdy skończył, odwiązał od jej nóżki sznurek, na którym przywiązano list. Nie pamiętał, kogo to pismo, ale znał je na pewno. Przeczytał szybko dziwną treść. Jakie było jego zdziwienie, kiedy dowiedział się, że list napisała Hermiona Granger. List od Niej? Do Niego?! Czyżby to ona była zaginionym dzieckiem Toma i Afrodyty? Nie, chyba nie. Zresztą, co mu tam. Spotka się z nią. Pewnie chce porozmawiać odnośnie lekcji.Zamoczył pióro w atramencie i na odwrocie napisał jeszcze krótszą, a mianowicie dwusłowną odpowiedź: "Zjawię się".
Świetny blog :) PoZdRaWiAm :)
OdpowiedzUsuńBardzo dobrze. Wysłałam Ci całość sprawdzoną.
OdpowiedzUsuńBuziaki :*
Masz niezwykłe pomysły
OdpowiedzUsuńNatalia M.